AMOR FATI

Pewien 86-letni, emerytowany już profesor zwykł powiadać: „Pięknym jest w pełni wykorzystać dany nam czas tu na ziemi i zostawić po sobie tylko spalone ruiny”. To właśnie on zainspirował mnie do zmiany swojego sposobu myślenia o życiu, śmierci, przemijaniu.

Irvin D. Yalom, bo o nim mowa, jest emerytowanym profesorem psychiatrii na Stanford University, psychoterapeutą i autorem wielu książek.

To właśnie od niego dowiedziałem się po raz pierwszy o ‚Amor Fati’ i o zaakceptowaniu ludzkiego żywota. Te dwa proste słowa wywodzące się od F. Nietzsche znaczą dokładnie tyle, co ‚miłość do losu’. Cała ta jakże prosta ideologia kryjąca się pod równie prostymi dwoma słowami odmieniła moje życie.

Amor fati to zgoda na ludzki los, na obecność dobra i zła oraz tego, że zarówno dobro i zło występujące w naszym życiu, przyczynia się do naszego rozwoju jako jednostki.

Amor fati to żywot, w którym człowiek stara się w pełni urzeczywistniać swój potencjał. Jest dumny ze swych osiągnięć. Nawet jeśli dla innych nie oznaczają one zbyt wiele.

Amor fati to również wspieranie innych ludzi w ich rozwoju, zapalanie pasją bowiem każde spełnione życie powoduje, że świat jest lepszym miejscem dla każdego z nas.

I wreszcie, Amor fati to również przemienianie minusa w plus. Szukanie tego, w jaki sposób obrócić negatywne konsekwencje jakiegoś wydarzenia, aby osiągnąć z niej korzyści np. duchowe, egzystencjalne, rozwojowe.

To nie użalanie się, a szukanie innych sposobów na zrozumienie.

Amor fati to po prostu nieustanny rozwój i krok w przód oraz wykorzystywanie każdej możliwej chwili na rozwój i cieszenie się życiem, nawet kiedy kolorowo nie jest.

To po prostu zaakceptowanie i umiłowanie swojego żywota.

Nie prościej byłoby nam wszystkim żyć z takim podejściem?